ANIOŁKOWA MAMA…

ANIOŁKOWA MAMA...Aniołkowe Mamy… Kobiety, które są podobno najsilniejsze na świecie… Kobiety, które przeżyły największą z tragedii… Kobiety, których rozpacz i tęsknota przewyższają wszystko…
Aniołkowe Mamy… Kobiety, które poroniły… Zbyt często zostają same ze swoim bólem i smutkiem… A cierpienie po stracie dziecka jest podróżą po wszelkich bolesnych i trudnych emocjach… Podróżą nie do opisania i nie do zapomnienia… Wiem o tym… Wiem aż za dobrze… Dlaczego?…bo ja też jestem aniołkową mamą…
…a mój Aniołek od początku był, jest i będzie na zawsze już w moim sercu…

Poronienie wciąż jest u nas tematem tabu… W dzisiejszym świecie wciąż tak ciężko rozmawia się o bólu, a poronienie dla wielu to wciąż „nie strata dziecka”…chociaż dla mnie to jest śmierć dziecka, niezależnie od tego, w jakim było „wieku”…
Bo gdy kobieta dowiaduje się, że jest w ciąży, uświadamia sobie już od pierwszych chwil istnienie pod sercem swojego dziecka… Oczekuje na jego przyjście i nie bierze pod uwagę tego złego scenariusza…wierzy w szczęśliwe zakończenie…
Dlatego gdy poronienie przerywa ciążę pojawia się ból, poczucie niesprawiedliwości i to powracające wciąż pytanie: Dlaczego?…  Poronienie to dramat z którym bardzo trudno się pogodzić…a czasami w ogóle się nie da tak do końca… Zwłaszcza kiedy nie miało się możliwości zobaczenia i przytulenia chociaż raz swojego dziecka… Kiedy nie możesz zapalić nawet światełka na Jego grobie…bo takiego grobu nie ma…
Zdarza się, że najbliżsi nie potrafią pomóc, bo nie rozumieją tego co przeżywa kobieta, która straciła dziecko… Bo nikt nie zrozumie kobiety która straciła swoje dziecko… Nawet ja sama nie mogłabym powiedzieć „wiem co czujesz”, bo chociaż sama przez to przeszłam to pewnie każda z Nas cierpi na swój własny sposób… Sposób nie do opisania… I wiem, że żadne  słowa nie ukoją tego bólu po stracie dziecka… Bo tego bólu nie da się tak po prostu ukoić… A mówienie „zdarza się”, „postaracie się raz jeszcze” jest po prostu jeszcze większym bólem, który rozdziera serce… Ja to wiem, bo choć minęło już tyle lat…i mam przecież wspaniałą Córkę…to są takie dni, kiedy ten ból i smutek po stracie tamtego dziecka wraca z niemożliwą siłą…

„Naszego bólu nie da się zapomnieć, wymazać z pamięci….
Nasz ból jest częścią nas…
Ci, którzy uważają że czas iść do przodu, nie patrząc w przeszłość są w błędzie…
Nikt za nas nie przeżyje naszego życia…
Pozwólcie nam więc cierpieć i rozpaczać…
To nasza strata, to nasza ciężka droga…
Dziękujcie Bogu, że sami nią nie podążacie”…

„”Aniołkowe mamy. Historie kobiet, które poroniły”

.

…15.10.2016…
Dzień Dziecka Utraconego

źródło zdjęcia: z sieci